<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Kartki sportowe> 
<author_1=Adolf Rudnicki>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1952>
<month=8>
<date=1952-08-31>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Byo ich czworo, trzech mczyzn i jedna kobieta. Wszyscy o gonych nazwiskach, czsto spotykanych w prasie. Jeden z nieb by powieciopisarzem, drugi krytykiem, trzeci satyrykiem, pani za bya on tego ostatniego. Pytanie moje brzmiao: w czym widz urok piki nonej?
Powieciopisarz: Dla mnie jest to wspaniae widowisko taneczne. Sam kiedy taczyem, studiowaem zespoy baletowe, pisaem nawet na ten temat, ale nie napisaem dotd, e rwnie piknych, heroicznych ewolucji, co na boisku, nie spotykaem nigdy na scenie.
Krytyk:  Dla mnie jest to przede wszystkim pikna sztuka. Tym niezwyklejsza, e jej wyniku nie da si przewidzie. Gdy do teatru wybiera si kto o pewnej kulturze literackiej, znajcy Grekw, Szekspira, Francuzw i Rosjan, to moe przewidzie dalsze perypetie, a nawet rozwizanie konfliktw. Ale niech sprbuje odgadn wynik przy tak nerwowych druynach jak nasze Twierdz, i urok sztuki pikarskiej ley w niespodziankach.
Satyryk:  A dla mnie w rozgosie, w popularnoci pewien nasz wybitny dramaturg (innych, jak wiadomo, nie mamy), jedzie kiedy pocigiem do Poznania. Chcc zdoby sobie sympati pasaerw, uchyla incognita, jak si to piknie mwi. adnego wraenia. Przyjedaj, a na dworcu delegacja z kwiatami, tumy. Okazuje si, e tym samym pocigiem jedzie bokser Szymura. Nasz dramaturg dostaje szau: Jak kto wali w pysk, to z kwiatami przychodz, a ty itd. itd.
Jestem zdania, e dziewidziesit procent pisarzy zamienioby si z gonymi sportowcami. Powiedz, Adolfie, czy nie chciaby by jakim w wspaniaym bramkarzem?
Ja:  Naturalnie.  Dopiero wczoraj byem wiadkiem, jak napastnik Kolejarza kopn bramkarza CWKS tak, e ten si nakry kopytami. Rozlegy si woania o lekarza.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper> 